„Szeptem” Becca Fitzpatrick

Czasem zdarza się miłość nie z tego świata. Naprawdę nie z tego świata…

Nora to z pozoru zwykła nastolatka, chodzi do szkoły, ma najlepszą przyjaciółkę i nagle na lekcji biologii przysiada się do niej Patch. Nie z własnej woli, to nauczyciel zmusza ich do bycia na lekcji partnerami. Patch okazuję się być nie tylko przystojny, ale też nieco arogancki i pewny siebie. Nora ma również wrażenie, że Patch wie o niej wszystko. Czytając książkę czuć przyciąganie między dwójką bohaterów. Nieznośny Patch pojawia się w życiu Nory i wywraca go do góry nogami. Wplątują ją w niebezpieczną walkę Upadłych z Nieśmiertelnymi.

„Szeptem” to pierwszy tom serii napisanej przez Becce Fitzpatrick i powiem szczerze, że po zakończeniu książki nie mam odruchu sięgnięcia od razu po następną część. Może gdyby była to pierwsza książka z tego gatunku, którą bym przeczytała… Mam wrażenie, że nic już mnie nie zdziwi, nawet Upadłe Anioły. Minusem tej książki jest jej przewidywalność wątków. Schematyczność. Mamy tutaj nastolatkę, która wiedzie z pozoru zwyczajne i nudne życie. Ma przyjaciółkę, która jest trochę na drugim planie, ale cały czas trzymają się razem. Następnie, jej sytuacja rodzinna pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście jeden z rodziców nie żyje, ojciec, który został zamordowany. Coś tak czuję, że ten wątek jest jeszcze nie do końca odkryty i zostanie rozwinięty w następnej części. Wracając do wątku – matka Nory ciężką pracuję, wyjeżdża na liczne delegację i praktycznie nie ma jej w domu. Wydaje mi się, że autorka zostawiła sobie tę furtkę w jednym celu – dała głównej bohaterce swobodę wpakowywania się w kłopoty. Dodam, że w kłopoty związane z paranormalnymi rzeczami. 

Mogę jeszcze przyczepić się do samej anielskiej intrygi. Trochę mnie rozczarowała. Oczywiście od razu spodziewałam się, że Patch mimo wszystko jest tym dobrym, że coś z nim nie tak – przepraszam bardzo, ale szramy po anielskich skrzydłach na plechach nie są zbyt dyskretne. Tutaj stawiam zarzut – przewidywalność.

Zaskoczyła mnie pozytywnie postać głównego złoczyńcy. Jest to jeden z aspektów fabuły, który nie udało mi się wydedukować. 

Czytając miałam wrażenie, że książka pozbawiona jest szczegółów, które są niezwykle ważne. Każde większe wydarzenie, coś, co wydaje się paranormalne i dziwne przeszło przez główną bohaterkę, tak jakby w sumie nic takiego się nie stało. W jej działaniach zabrakło mi konsekwencji. Dzieje się coś nowego i zarazem niepokojącego w życiu Nory, a ona przyjmuje to o dziwo bardzo spokojnie. Nie ma opisu emocji, które musiała przeżywać. Nie czułam jej przerażenia, zaniepokojenia, nie miałam wrażenia, że te wydarzenia w jakiś sposób ją przestraszyły. Co więcej, wydaje mi się, że Nora w niektórych momentach w ogóle nie myślała. Miała tyle sygnałów, które pozwoliłyby jej rozwiązać tę zagadkę. Już sam Patch był niepokojący, jego zdolności, które przecież zauważyła!, ale jakby je zignorowała. Nie chciała być wścibska? Cóż, znalazła się w samym centrum walki Upadłych, ja byłabym na jej miejscu cholernie ciekawska. Jedyne, co podobało mi się w jej zachowaniu było śledztwo dotyczące Elliota. Dobre posunięcie, choć nie odkryła, co się naprawdę wydarzyło, to przynajmniej próbowała. W innych sytuacjach Nora wydawała mi się bardzo niedojrzała. Zachowywała się jak panna, która potrzebują swojego królewicza, który ją uratuję, gdy wpakuję się w kolejne tarapaty. Podejmowała szereg śmiesznych decyzji, takich, jak oddanie kurtki Vee. Wiedziała, że ktoś na nią poluję, że chce ją skrzywdzić. Widzę tu Elenę z Pamiętników – niech ginie całe miasteczko, byle tylko nie Elena. Tak samo jest z Norą. Wydać swoją przyjaciółkę komuś niebezpiecznemu, a potem się dziwić, że została pobita?

Polubiłam Vee. To jedna z postaci, które wzbudziła u mnie wiele pozytywnych odczuć. Choć też nie mogę wiele o niej powiedzieć, jak już pisałam, jest pozostawiona na drugim planie. Chodzi za Norą trochę jak przybłęda, wydaje mi się, że powstała tylko, dlatego, że autorka musiała stworzyć jakaś najlepszą przyjaciółkę dla swojej głównej bohaterki.

Na początku podobała mi się relacja Patcha i Nory. Była świeża w tym całym „kocham cię od pierwszego wejrzenia”, które króluję w innych młodzieżowych pozycjach. Była między nimi chemia, dialogi wywoływały u mnie uśmiech oraz niekontrolowany chichot. 

Postać Patcha nie została rozwinięta, tak samo, jak każda inna. Wiemy o Norze, Vee, czy nawet Elliocie kilka podstawowych faktów, nic więcej. Autorka nie stworzyła pełnego obrazu postaci, szczerze to nawet nie potrafię wyobrazić sobie bohaterów. Opisać faceta, jako przystojny, wysoki i …? Nie mogę znaleźć w mojej głowie obrazu, który podpisany byłby „Patch”, czy „Nora”.  Autorka w ogóle nie rozwinęła wątku aniołów, które przecież powinny uczynić jej książkę niezwykłą.  Chciała nam sprzedać swój świat, gdzie aniołowie mogą stać się Upadłymi, ale dała nam tylko mały kawałeczek tego świata. Czuję duży niedosyt.

Zauważyłam rzecz dziwną w „Szeptem” i w książkach tego gatunku. Otóż, potęgę Internetu. Bohaterka doświadcza zjawisk paranormalnych, czy to wampiry, czy anioły, czy nawet krasnale ogrodowe… I co robi? Sięga po Internet, oczywiście. W przeciągu sekundy znajduję odpowiedź! Wiecie, co jest w tym najdziwniejsze? Spróbujcie teraz wpisać w przeglądarkę hasło „Anioł” i wyskoczy wam pewnie z tysiąc stron. Czy klikniecie od razu w tą, na której będzie pewne wytłumaczenie owych zjawisk, które was spotkały?

Co mogę powiedzieć jeszcze o „Szeptem”? Trzeba jedno przyznać, że książkę czytało mi się niezwykle lekko. Duży plus za dialogi, są dobrze napisane, naturalne, często pojawia się w nich humor, który uwielbiam. Jestem dużą fanką dialogów między Patchem a Norą. Opisy z kolei są troszkę zaniedbane. Chodzi mi o ich brak w pewnych miejscach, gdzie powinno być dużo więcej nakreślone i wyjaśnione. Autorka nie ma ciężkiego pióra, więc myślę, że nie byłoby jej trudno dopisać to i owo odnośnie historii. Jak już wspomniałam są momenty zabawne, które wywołały u mnie uśmiech. Teraz pomyślałam sobie, że w sumie ten wątek aniołów jest nie potrzebny w tej książce. Mogłaby to być fajna powieść młodzieżowa, zostawiona w naszych realiach. Wątek aniołów trochę mi przeszkadza, jest przerysowany, przewidywalny, spłycony, może nawet patetyczny? Szczególnie na samym końcu zrobiło się tak słodko, że aż boję się, jak wygląda początek drugiego tomu. Boli mnie, że autorka skopała fajną relację (trochę zadziorną na początku, z chemią) w coś, co jest nierealistyczne i przesłodzone. Nie lubię głównej bohaterki, została trochę skrzywdzona przez autorkę, która zabrała jej rozsądek i emocje. 

- To, że mnie prowokujesz.

- Powiedz jeszcze raz: „prowokujesz”. Prowokująco układasz przy tym usta.

Jeśli mam tu jakiś fanów serii „Szeptem” to proszę o jakieś rekomendację, bo szczerze mówiąc, nie wiem czy sięgnę po drugi tom… Plusem książki jest jej już wspomniana lekkość, przyjemność jej czytania oraz dużo pikanterii w dialogach. Muszę przyznać, że pozycja ta pozwoliła mi się zrelaksować, więc mimo wymienionych niedociągnięć i tak warto się z nią zapoznać. 

OCENA 6/10

Wydawnictwo Otwarte

Recenzowała: Gabriela Rutana

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook