,,Angelfall: Penryn i świat po”

Apokalipsa jest motywem przewodnim wielu filmów i książek. Szczególnie w ostatnich latach temat ten zyskał bardzo dużą popularność i zawojował rynki wydawnicze na całym świecie. Koniec świata pojawia się, jako tło dla przyszłych wydarzeń książek dystopijnych albo stanowi centralny punkt powieści. Obojętnie, na którym schemacie oprze się autor, skutek dla ludzkości, o której opowiada, jest ten sam. Wszechobecna śmierć. Wydawać by się mogło, że Sąd Ostateczny nadciąga nieubłaganie, a proroctwo św. Jana niebawem się dopełni. Czy jednak na pewno koniec ludzkości nadciągnie z woli Boga? Czy tylko on może zadecydować o naszym być albo nie być? Czy na pewno Bóg chciałby zniszczyć swoje najdoskonalsze dzieło?

Na książkę oczekiwałam z niemałym zniecierpliwieniem. Biorąc pod uwagę, że pierwsza część wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie, nie mogłam się doczekać, aż ponownie powrócę do świata ,,Angelfall”. Nie byłam jednak pewna czy autorka utrzyma narzucony sobie, wysoki poziom. Obawiałam się, że Susan Ee zamieściła w stworzonym świecie tak wiele szczegółów i skonstruowała historie tak ściśle związaną z Biblią, że nic w historii mnie już nie zaskoczy. Moje obawy okazały się bezpodstawne. Pisarka jest skarbnicą pomysłów i sprawia wrażenie osoby pozbawionej jakichkolwiek fabularnych ograniczeń. Pytanie jednak brzmi czy to nie czyni opowieści zbyt… przekombinowaną? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie nie zdradzając zbytnio treści.

Historia rozpoczyna się dokładnie w miejscu, w którym kończy się pierwsza część. Nie omija Nas-tym samym-żaden fragment życia głównych bohaterów. Choć myślałam, że to niemożliwe świat ukazany jest w jeszcze bardziej mroczny i przerażający sposób. Nie wiem czy tylko mnie niektóre sceny przywołują w pamięci obozy zagłady z okresu II wojny światowej, ale na pewno klimat opowieści jest ciężki. Autorka poszerza „horyzont” dopełniając fabułę innymi elementami z życia postaci. W sposób szczery i rzeczywisty opisuje działania ruchu oporu, nie zapominając o uwzględnieniu hierarchii społecznej. Dzieli ocalałych na żołnierzy i wyrzutków, co odnajduje poparcie w historii ludzkości (w czasie wojny żołnierze są zawsze lepiej zaopatrzeni w żywność i ubrania od cywilów, gdyż mają mieć siły do walki). Pisarka porzuca wszelkie motywy, które uznalibyśmy za pewnik. Postać, która wydawać by się mogła wcieleniem zła, okazuję się dobra i odwrotnie. Dziwnym, a zarazem bardzo przyciągającym jest użycie motywu Alcatraz- nieczynne więzienie o zaostrzonym rygorze. W ten sposób zestawia ze sobą anioły-społeczny synonim dobra-z miejscem, do którego sprowadzano najgorszych przestępców.

Historia to miszmasz pradawnych podań, religii, rzeczywistości i fantastyki. Świat przedstawiony jest jeszcze bardziej zwariowany i nieprzewidywalni, a bohaterowie w dalszym ciągu-w zgodzie z instynktem przetrwania – walczą o życie.

- Nie została stworzona do samotności.

-Podobnie jak chyba żadne z nas.

Penryn pozostaje silna, waleczna i mądra. Reaguje tak jak każdy, przeciętny człowiek. Kiedy zostaje pozbawiona oparcia Raffego przejawia syndrom osamotnienia. Z jednej strony brakuje jej anioła- pięknego mężczyzny, w którym jest zauroczona, z drugiej strony tęskni za aniołem-przyjacielem, który był jej oparciem, towarzyszem podróży i jedyną osobą, która widziała sens w tym zwariowanym świecie. Martwi mnie jednak fakt, że Penryn wydaje się nie rozwijać pod względem osobowościowym, ale dam szansę tej postaci w kolejnym tomie.
Raffe, czyli anioł, którego nie było przez 2/3 historii pojawia się z wielkim hukiem. Dzięki ciekawym środkom stylistycznym poznajemy jego przeszłość i możemy poznać rozwiązanie niektórych jego tajemnic. Jest dalej czarujący, dowcipny i silny, ale zaczyna bardziej okazywać prawdziwe, ludzkie emocje.
Matka Penryn to kobieta, o której można napisać osobną książkę. Jedna z najbardziej wyrazistych i ciekawych postaci. Kiedy myślisz, że historia zwalnia tempo, nagle pojawia się właśnie ona i robi coś, co z jednej strony śmieszy, a z drugiej śmiertelnie przeraża. Sama nie wiem czy większą część jej osobowości tworzy kobieta czy demon.

To, że świat oszalał, nie oznacza, że Twoja matka nie jest nadal szalona.

O Paige nie da się napisać zbyt wiele, aby nie zdradzić fabuły. To dzielna dziewczynka, którą pozbawiono dziecięcej radości. Budzi w czytelniku prawdziwie matczyne emocje. W tej części to ona zostaje oznaczona mianem: człowieka-zagadki i aby poznać jej tajemnice musimy tę pozycje przeczytać z dużym wyczuciem tego, czego autorka nie napisała wprost.

Akcja trzyma poziom poprzedniej części. Każdy aspekt historii jest przemyślany i widać, że Susan Ee spędziła bardzo dużo czasu, aby dopracować każdy element tego świata. Wszystko jest jak najbardziej na dobrym poziomie. Jestem zaszokowana skategoryzowaniem tej pozycji do grona powieści młodzieżowych. W książce występują sceny i opisy, które są naprawdę brutalne, jak dla młodego odbiorcy.

Zmierza w stronę kontenera wypełnionego torturowanymi ofiarami. Kościste ręce z nienaturalnie długimi palcami wysuwają się przez metalową kratę.[...]Wokół kontenera panuje straszliwy smród.

Coś o języku. Prosty, lekki i zrozumiały dla każdego. Narracja pozostaje pierwszoosobowa, z elementami odnośników do innej postaci. Książkę czyta się szybko i z zapartym tchem. Na dużą pochwałę zasługuję użycie retrospekcji, która rozjaśniła trochę fabułę. Dużym plusem jest również kontrast: zestawienie scen humorystycznych z przerażającą wizją świata. Brak długich, nużących opisów. Książce nie brak również wielu złotych myśli, które na długo pozostają w pamięci.

Biorąc jednak pod uwagę, że jestem czepialska to muszę zwrócić uwagę na coś, co uważam za ogromny minus drugiej części. Autorka powieliła schemat historii, co bardzo mnie irytuje. Drugi raz mamy do czynienia z sytuacją, kiedy Penryn musi odnaleźć i uratować siostrę. Mimo, że taki schemat jest odpowiednio wyjaśniony, to odbiera trochę smaku przy czytaniu. Nie twierdzę, że autorka nie miała podstaw do poprowadzenia historii w taki sposób, ale osobiście mi się to nie podoba.

Podsumowując: To bardzo dobra pozycja o dojrzałym wydźwięku, która ma być zapewne przestrogą dla ludzi. Nie jest to w żadnym wypadku historia miłosna, a raczej horror fantastyczny połączony z thrillerem. Książka skłania do myślenia, ma dobrze skonstruowane postaci (również te drugoplanowe), ciekawą, niebanalną fabułę, która zaskakuje. Znajdziemy również niespotykany klimat, którego nie nazwałabym fajnym, ale na pewno przejmującym. Świat rzeczywistości i koszmaru łączy się w jeden, i nie pozostawia miejsca na narzekanie. Czy Susan Ee przekombinowała? Dla mnie nie. Po prostu odeszła trochę od realizmu na rzecz fantastyki.

Duża pochwała dla Wydawnictwa Filia, które stworzyło przepiękną okładkę. Widać, że cały zespół podszedł do tej pozycji z zainteresowaniem i dopracował kwestie wizualne w najmniejszych szczegółach. Znalazłam łącznie jakieś 4 literówki, które wybaczam.

Dla każdego, komu pierwsza część się spodobała ,,Angelfall: Penryn i świat po” powinna być obowiązkową lekturą. Sami przekonajcie się, jakie decyzje podejmą bohaterowie i czy dla ludzkości jest jeszcze jakakolwiek nadzieja.

Po tej książce stwierdzenie: ,,jesteś moim aniołem” nabierze innego znaczenia.

Ocena: 7/10

Recenzowała: Sylwia

INFORMACJE:
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo: Filia
Trylogia: Opowieść Penryn o końcu świata tom 2
Kategoria: urban fantasy
Ilość stron: 400

Print Friendly

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook