„Nigdy nie gasną” Alexandra Bracken

nigdy_nie_gasna_image1_321426_7

Pierwszy tom był dla mnie świetnym, literackim rozpoczęciem tego roku. Z wielkimi nadziejami czekałam na kolejną część. To książka, którą pochłonęłam w trakcie mojej trasy: dom-studia. I po raz pierwszy czterogodzinna jazda autobusem minęła mi błyskawicznie.

Przenosimy się w świat, w którym dzieci zostają obdarzone niezwykłymi zdolnościami. Stany Zjednoczone traktują je jako niebezpieczne, dlatego kolejnym ich krokiem jest przygotowanie miejsc, a właściwie obozów, do których przewożą tych młodych ludzi. Więźniowie, bo inaczej nie można ich nazwać, przetrzymywani są bez żadnych informacji, co dzieje się z ich rodzinami, jak i na świecie. Poddani są zupełnej kontroli. Co stanie się, gdy uciekną? Jeśli będą chcieli się zbuntować i powstrzymać władze?

-Ty naprawdę nie znosisz siedzieć w ciszy. Milczenie cię uwiera, co?
Odpowiedział dopiero po chwili, tak jakby chciał mi udowodnić, że się mylę.
-Po prostu nie lubię ciszy. Nie lubię tego, co w niej tkwi.

Znajomość „Mrocznych Umysłów” jest tutaj wymagana. Pierwszy rozdział jest trochę skokiem w głęboką wodę, bo pamiętamy z jedynki bardzo dramatyczny koniec i wielką niewiadomą. Ruby znalazła się w Lidze Dzieci, przeszła szkolenie i stała się Liderką. Nie chce angażować się w nowe znajomości, aby nie być za kogoś odpowiedzialnym. Wcześniej dużo poświęciła dla przyjaciół. Chciała uratować Liama rozdzielając się z nim, a okazało się, że jest on znowu zamieszany w kolejną akcję. Musi go odnaleźć, odebrać od niego to, co jest jej potrzebne i znowu porzucić. To najtrudniejsze zadanie, jakie w życiu dostała. Wszystko zaczyna się komplikować, gdy już sama nie wie, kto jest sprzymierzeńcem, a kto wrogiem. Ruby jest też pełna lęku o własne zdolności – czuje, że coraz bardziej pochłania ją ta zła strona. Nie chce stracić kontroli, ale też uświadamia sobie to, że fakt, iż jest Pomarańczowa daje jej ogromną przewagę w walce z wrogiem. Autorka stawia ją przed trudnymi wyborami, gdzie zaciera się granica dobra i zła – postaci reprezentujące „białych” mają już trochę za uszami, aby przeżyć musieli zrobić coś, co kwalifikuje się jako złe. Zauważyłam, że fani skrytykowali tę stronę książki oraz brak krystalicznych bohaterów, takich, którzy jednoznacznie pozwalają stanąć po jakieś stronie. Uważam, że Bracken chciała, abyśmy sami doszli do tego, co kieruje Ruby i resztą postaci, abyśmy spróbowali ich zrozumieć.

Książka jest według mnie podzielona na dwie części: czas, gdy Ruby była w Lidze i to, co tam robiła oraz na jej podróż. Ten drugi etap jest najbardziej dynamiczny, przepełniony akcją i zaskakującymi zwrotami wydarzeń. To istny kalejdoskop, raz wydaje nam się, że bohaterowie wyszli już na prostą, aby zaraz zwalić im na głowę następny problem. Podoba mi się, że cały czas coś się dzieje, że nie można przewidzieć końcówki, przez co książka jest oryginalna i jeszcze bardziej wciągająca. W „Nigdy nie gasną” nie ma już desperackiej ucieczki, jest prawdziwa walka o przetrwanie i próba obalenia systemu. Dzieci są świadome swoich zdolności i wykorzystują je w walce. Autorce udało się też ukazać szerszą perspektywę, w pierwszym tomie cały czas skupieni jesteśmy na Ruby, a teraz fabuła jest bardziej rozbita.

- Cześć, czołem.
- Czołem, cześć, nie daj się zjeść.

Muszę przyznać, że bohaterowie przeżyli wielką zmianę. Ruby stała się bardziej dojrzała, odpowiedzialna za grupę i to ona w sumie przejęła pałeczkę przywódcy. Zaczyna się prawdziwa walka o życie, więc zmuszona podejmować jest czasem trudne decyzje. Zdarzają się sytuacje, gdzie wydobywa informacje z ludzi, ogólnie mówiąc, wykorzystuje swoje umiejętności Pomarańczowej. Cały czas ich się brzydzi i ma dosyć negatywne zdanie o swojej osobie. Przepełnia ją gorycz, smutek i rezygnacja. Przez pierwszą część egzystuje, stara się żyć bez emocji. Jest inna, może nie już tak dobra, jak w pierwszym tomie – trwa wojna, ludzie umierają, a ona musi po prostu walczyć o siebie i tych, którzy są teraz dla niej rodziną. Zaczęło się konkretnie, bez owijania w bawełnę i gadki o uczuciach. Bez pokazywania tego, co skłoniło ją do takiego zachowania, bo jest to zupełnie niepotrzebne i prawdopodobnie byłoby nudne. Dla mnie ten zabieg rzucenia nas, czytelników na nieznane wody i ukazanie nam głównej postaci z odmienionym obliczem, bardziej bezwzględnym, jest czymś zrozumiałym. Czytając, zaczynamy ją akceptować na nowo i jeszcze raz poznawać. Okoliczności sprawiły, że musiała się zmienić i ja uważam, że autorka nie popełniła tu żadnego błędu. Bo naiwna, płaczliwa i pełna nadziei Ruby byłaby dla mnie kimś nieautentycznym w obliczu toczących się drastycznych wydarzeń. W tym tomie potrzebna była silna bohaterka i Bracken udało się jak najbardziej naturalnie ją ukazać.

Pojawiło się też kilka nowych osób, co bardzo mnie cieszy, bo robi się coraz bardziej ciekawie. I muszę pochwalić autorkę za to, że są wyraziści i autentyczni. Z pewnością wyróżniają się na tle książek, w których są zwykle góra dwie główne postaci, zarysowane w jakimś wyższym stopniu, a reszta potraktowana jest po macoszemu. Tutaj jest wręcz na odwrót. Mamy Ruby oraz paczkę jej przyjaciół, resztę dzieci, które cały czas się pojawiają oraz kilku naprawdę charakterystycznych czarnych bohaterów.

Psychologia w tej pozycji to kolejna rzecz, która wywołała u mnie pozytywne reakcje. W ogóle relacje pomiędzy bohaterami są tutaj bardzo istotne. Bracken zaczęła się skupiać nie tylko na samym problemie i uniwersum, ale właśnie na związkach pomiędzy dziećmi, jak i ich uczuciami. Były momenty dramatyczne, ale równocześnie wyważone, nieociekające patosem i przesadą. Podoba mi się, że Ruby i inni nie udają, że są silni i że wszystkie przeciwności są w stanie pokonać. Widać już ich zmęczenie, delikatne wypalenie się – chcieliby mieć już spokój, nie uciekać, a jednak cały czas muszą walczyć o swoje życie. Zacieśniły się różne przyjaźnie, więc każda rozłąka i powrót po długiej nieobecności ma w sobie wiele emocji.

To własne wspomnienia, nie duchy, nawiedzają ludzi.

Język. Ta część, jak i poprzednia jest dynamiczna – akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Choć początek był nieco przydługi – autorka wprowadzała nas w nową sytuację, w jakiej znalazła się Ruby. Pierwsze rozdziały składają się z większej ilości opisów niż następne. Pojawiają się też w nich zmiany w czasie, raz mamy teraźniejszość Ruby, a potem bohaterka opowiada nam, w jaki sposób znalazła się właśnie w tym miejscu i dlaczego panują w nim określone zasady. Jest więc trochę przeszłości i teraźniejszości, a później, wraz z rozwinięciem akcji Bracken pisze o bieżących wydarzeniach. Czyta się szybko, bo nie ma jakiś skomplikowanych opisów i zwrotów. Autorka ma lekkie pióro, jak i potrafi dosyć chronologicznie przeprowadzić nas przez dynamicznie rozwijającą się fabułę, tak, że nie gubimy się w trakcie czytania. Narracja pamiętnikarska, jednak jak już wspominałam, cała historia jest dosyć szeroko nakreślona i przez to nie czujemy, że coś jest niedopowiedziane.

Co mi się nie podobało? Nie będę wytykać tutaj tych rzeczy, którzy inni już gdzieś opisali – że Ruby zbyt drastycznie się zmieniła, bo ja akurat ten zabieg rozumiem i mi się on podoba. Skrytykuję jednak to, jak Bracken poprowadziła fabułę. Niestety nie mogę sobie za bardzo ponarzekać, bo muszę uważać na spojlery, ale… Po co autorka tak bardzo miesza w wątku romantycznym? Byłam zawiedziona, gdy czytałam niektóre sceny, w których bohaterka bardzo czegoś chce, ale się powstrzymuje, przez co oczywiście cierpi, żeby zaraz mimo wszystko wyszło, że niepotrzebnie się miota, bo rozwiązanie jest dziecinnie proste. Miejscami wkurzało mnie, że Ruby kombinowała, ale tak, że już sama nie wiedziała, czy to, co robi jest słuszne. I czy będą z tego korzyści, a nie same kłopoty.

Mam wrażenie, że wariuję. Zupełnie jakby obraz twojej twarzy odcisnął sie na moim sercu. Nie pamiętam kiedy i nie rozumiem dlaczego, ale blizna ciągle tam jest i nie potrafię jej wyleczyć. Nie chce zejść. Ani zblednąć. A ty nawet na mnie nie spojrzysz.

Książka porwała mnie i od pierwszej strony ponownie weszłam w świat „Mrocznych Umysłów”. Bardzo podoba mi się, że Wydawnictwo Otwarte przystało na prośbę fanów i zmieniło tytuł na „Nigdy nie gasną”. To część mocniejsza, bardziej skomplikowana i drastyczna. Główna bohaterka stała się dojrzała, trudno ją poznać, ale to wciąż ta sama Ruby. Dzieje się, oj dzieje. Polecam, bo ta seria jest jedną z najbardziej oryginalnych na rynku książek młodzieżowych. Nie ma w niej naiwności, jest trudny przekaz, ale przez to ma w sobie dużą dozę autentyczności. Uwielbiam Bracken, że tak szybko napisała drugi tom i przez to nie musiałam długo czekać. Końcówka jest zarazem dramatyczna, a daje też iskierkę nadziei – mam nadzieje, że jest to też zapowiedź jeszcze bardziej porywającej trójki!

Ocena: 8,5/10

Recenzowała: Gaba

INFORMACJE:

Rok wydania: 2014
Wydawnictwo Otwarte
Seria „Mroczne Umysły”, tom 2
Kategoria: postapokalipsa, fantastyka
Liczba stron: 456

 naglowekmu2

Źródło grafiki: mroczneumysly.blogspot.com

Print Friendly

4 przemyślenia na temat “„Nigdy nie gasną” Alexandra Bracken”

  1. Niestety nie czytałam pierwszej części :( na szczęście wszystko można jeszcze zmienić :)

    1. gabaokey pisze:

      Polecam pierwszy tom oraz całą serię! Ale teraz Ci zazdroszczę, że dwie świetnie książki przed Tobą. Ja muszę niecierpliwie czekać na trzeci tom i nie wiem czy wytrzymam :) Pozdrawiam, Gaba

  2. ~Monika pisze:

    Świetna recenzja. Dokładna, szczegółowa, obiektywna i przede wszystkim szczera. A twój język… miód, malina. Przyjemnie i szybko pochłania się nawet tak długą recenzję. W wielu rzeczach zgadzam się z Tobą. Spodobała mi się wartka akcja, choć momentami… autorka za bardzo skupiła się na wydarzeniach, a za mało na samych bohaterach i ich emocjach. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie :)
    Mi również druga cześć bardzo przypadła go gustu, choć pierwsza nieco bardziej :) Pozostaje nam czekać na finał!

    Daje like’a na twoim profilu i czekam na nowe recenzje :) Pozdrawiam

    1. gabaokey pisze:

      Moniko, serdecznie witam na blogu! Cieszę się, że recenzja Ci się spodobała, musiałam trochę obronić tę książkę, bo niestety zebrała dosyć negatywne recenzje (zupełnie ich nie rozumiem). Ja przeczytałam ją jednym tchem, bardzo mi się spodobała, choć tak jak mówisz – nie przebije jedynki :) Również zauważyłam, że autorka momentami ominęła to, co przeżywają bohaterowie, ale może kierowała się też tym, że byłoby w niej już zbyt wiele dramatu? I tak Ruby oraz innym za bardzo się w tym tomie nie wiodło, mieli więcej problemów do pokonania i jeszcze popsuły się relację pomiędzy nimi… Podejrzewam, że Bracken nie chciała przesadzić :) Dziękuję za komentarz i zapraszam częściej! ~Gaba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook