„Ezotero. Córka wiatru” Agnieszka Tomczyszyn

ezotero

Książek po okładce się nie ocenia. Koniec i kropka. Jednak zainteresowanie jakąś pozycją i wybór akurat tej ze względu na piękną szatę graficzną to już inna sprawa. Tak było ze mną. Kiedy zobaczyłam Ezotero. Córka wiatru, od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Przecież ktoś tak bardzo się starał, żeby przykuła wzrok. Następnymi elementami, które tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że to lektura dla mnie, były tytuł i opis. Od jakiegoś czasu podczytuję literaturę ezoteryczną, przede wszystkim w formie różnego typu poradników. Tutaj miałam możliwość zapoznania się z powieścią, która takie tematy miała w pewnym stopniu poruszyć. Nie mogłam ominąć okazji. Wszystko się zgadzało. Pozostała jedynie… treść.

Latte od najmłodszych lat większość czasu spędzała z matką. Nie widziała nic dziwnego w tym, że jej rodzicielka wróży z kart, pali kadzidełka i czasem znika na kilka godzin. Lata młodości upływały więc raczej spokojnie, na przekór czyhającemu przeznaczeniu. Mistyczne dziedzictwo nie dało o sobie zapomnieć i pewnego dnia Latte również musiała zmierzyć się z nietypowym genem. Świat stanął na głowie. Miłość, przyjaźń i śmierć nabierają innego znaczenia, kiedy w żyłach zaczyna płynąć moc. Co przyniesie przyszłość? Wystarczy tylko zajrzeć w karty. A te nie wskazują niczego dobrego. Niektórych pytań lepiej nie zadawać. Moc rośnie w siłę, ezoteryczne stowarzyszenie dopomina się o swoje, a ludzie umierają. Los nie oszczędza nikogo. Nawet wróżek.

Historia słodko-gorzka. Zaczyna się subtelnie, od dziecięcych wspomnień. Kilkadziesiąt kolejnych stron jest jednak jak wdepnięcie niespodziewanie w błoto – nudzą, drażnią, niczym nie zaskakują, tylko wprawiają w konsternację i kiedy chce się już rzucić książkę w kąt, wszystko zaczyna się powoli układać, wciągać, intrygować i najzwyczajniej w świecie podobać, aż do zaskakującego i niejednoznacznego finału, który chwyta za serce. Tak najkrócej mogę opisać wrażenia towarzyszące mi podczas lektury.

Wspaniały wieczór wypełniony zwierzeniami i myślami migrującymi między jednym umysłem, a drugim. A może między duszami. Pierwsze ciepłe spotkanie dwóch chłodnych spojrzeń. Czym jest pierwsza szczerość, że potrafi burzyć wielkie bariery dystansu…

Problem, jaki mam z tą książką, jest taki, że pomysł na nią bardzo przypadł mi do gustu, ale wykonanie nie do końca sprostało moim wymaganiom. Idea wróżek i ezoterycznego stowarzyszenia to coś nietuzinkowego. Połączenie kryminału z fantasy nie jest niczym odkrywczym na arenie międzynarodowej, ale w Polsce to ciągle pewien rodzaj świeżości. Sądzę, że Agnieszka Tomczyszyn miała bardzo dobrą koncepcję fabuły, tylko gdzieś po kilku pierwszych rozdziałach poniosła ją ułańska fantazja, co skutkowało zbyt dużym nagromadzeniem scen w dziwnym i niezrozumiałym połączeniu. To jest mój główny zarzut względem tej pozycji. Muszę jednak zaznaczyć, że później autorka poprawiła się.

Język jest bardzo prosty, informacje zawarte w treści przyswaja się szybko, a co za tym idzie – czyta się je w zastraszającym tempie. Mam świadomość, że jest to debiut, dlatego pokładam nadzieję w tym, że autorka rozwinie jeszcze warsztat pisarski i popracuje nad odpowiednim budowaniem emocji. Żeby czytelnik przeżywał historię i wgłębił się w nią, musi pokochać/znienawidzić jej bohaterów, a dojdzie do tego tylko wtedy, gdy ich kreacja będzie odpowiednio szczegółowo zbudowana, a postaci, o których czytamy, wydadzą się bliskie naszemu sercu. Nie jest źle, bohaterowie są dosyć realistyczni, ale trochę brakowało mi lepszego rozbudowania psychologicznego. Za to bardzo pozytywnie odebrałam dialogi, które miały element humorystyczny i dobrze się je czytało. Na uwagę zasługują też zabawa formą, retrospekcje i próba przedstawienia zależności między teraźniejszością a przyszłością.

Autorka poruszyła temat przeznaczenia i konsekwencji ingerowania w przyszłość. Pokazała dosyć boleśnie, że niektórych rzeczy po prostu nie da się zmienić, są zapisane w księdze życia i żadne nasze działanie nie może uchronić nas przed przeznaczeniem. W lekturze z pozoru lekkiej ukazała ważne wartości ludzkiego życia. Nie każdy to potrafi. Pamiętajmy o tym.

Element dodatkowy, którego nie mogłam nie docenić i o nim nie wspomnieć: w Ezotero. Córka wiatru znajduje się wiersz – swoją drogą bardzo udany – oraz różnego typu listy. Zawsze bardzo podobają mi się podobne wtrącenia.

Jest takie uczucie, zawieszone między bezsilnym śmiechem a płaczem. Absolutnie zbijające z tropu i ogłupiające jak silny narkotyk.
Nazywa się konsternacja.

Pierwszy raz zdarza mi się, że zakończenie wypada tak dobrze w zestawieniu z całością. Niestety, wszelkie próby wyjaśnienia mojego optymizmu kończą się pełną dawką spoilerów, więc musicie po prostu uwierzyć mi na słowo. Końcówka okazała się bardzo intrygująca, niejednoznaczna i… magiczna. Postscriptum zrekompensowało mi trochę mój czytelniczy głód. Chociaż, jak mam być czepialska, to trochę zbyt szybko to się potoczyło. Brakowało mi tutaj kilku stron akcji, takiego wypełniacza, który wszystko wyjaśni, przygotuje na finał, da poczucie, że było się świadkiem wydarzeń.

Podsumowując: pomysł – na tak, fabuła – pół na pół, wykonanie – pół na pół, bohaterowie – na tak, okładka – na bardzo duże tak, opis – trochę nietrafiony i mylący dla czytelnika.

Książkę porównałabym z jazdą po dziurawej drodze; co jakiś czas zdarza się niestabilny grunt, wertepy, które irytują, ale najważniejsze jest, że ostatecznie docieramy do celu. Nie jest to raczej pozycja, dla której zarwałabym noc, ale uważam, że należy docenić ten debiut, ponieważ bez wątpienia autorka ma dużą wyobraźnię i niekonwencjonalne pomysły. Lekka, przyjemna lektura na lato. Może nie górnolotna, ale na pewno warta uwagi.

Ocena 2.5/5

Recenzowała: Sylwia

 INFORMACJE:
Rok wydania: 2015
Kategoria: literatura polska
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 274

Recenzja powstała w związku z współpracą z:
Redakcją Essentia

Print Friendly

3 przemyślenia na temat “„Ezotero. Córka wiatru” Agnieszka Tomczyszyn”

  1. czytałaś może lekcje madame chic? chętnie przeczytałabym recenzję. pozdrawiam i zapraszam do mnie

  2. ~Kaśka P. pisze:

    Przyznam, że po okładce spodziewałam się wiele po tej książce, ale jak już wzięłam się do czytania… cóż, nieco się zawiodłam. Ten wątek fantastyczny mi jakoś nie pasował, ale ogólnie „Ezotero” da się przetrawić :)

  3. Sporo o niej czytałyśmy ostatnio, ale nie miałyśmy okazji się z nią zapoznać. Chociaż to chyba lepiej, bo i tak nas do niej nie ciągnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook