O czym szumią bieszczadzkie drzewa – „Drugie wołanie z Połonin” pod redakcją Edwarda Marszałka

drugie wolanie z połonic

Góry wołają na nocny taniec.
Idziesz bez łaski, sam się prosiłeś
Być na wezwanie.

Gdzieś w stronę Rawki
Graniczna strefa, tam wilki wyją.
„Skrajnie zmęczeni!” – skrzeczy telefon –
„Musicie zdążyć, nim jeszcze żyją…!”

Fragment wiersza Wołanie Edwarda Marszałka

 

Z czym kojarzą Wam się Bieszczady? Dla mnie to wspomnienia z dzieciństwa, obozy szkolne, spotkanie z naturą i piękne widoki. Odwiedzam „moje” Bieszczady przynajmniej raz do roku i zawsze, kiedy tam wracam, czuję się jak w domu. Ale kiedy przychodzi jesień lub zima okoliczności nie sprzyjają w podróżowaniu. Dlatego wtedy szukam kontaktu z nimi w inny sposób. W tym przypadku umożliwiła mi to książka Drugie Wołanie z Połonin. Opowieści bieszczadzkich goprowców pod redakcją Edwarda Marszałka.

Abyśmy mogli w pełni cieszyć się wakacjami, urlopem czy przerwą świąteczną w Bieszczadach, ktoś przez dzień i noc musi nad nami czuwać. Rezygnuje on z własnego luksusu i odpoczynku, aby niezależnie od pory roku wyruszyć nam na ratunek, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Taką osobą jest członek GOPR – zawsze na służbie.

Kiedy zejdzie lawina – on rusza z pomocą. Kiedy zgubicie się w górach – on rusza z pomocą. Kiedy na szlaku zastanie was noc – on rusza z pomocą. Kiedy zdarzy się wypadek – on rusza z pomocą. Kiedy nie dajecie znaku życia – on rusza z pomocą. Kiedy rozpęta się burza – on rusza z pomocą. A w około niego mróz, śnieg, ciemny las, strome góry i dzika zwierzyna, która nie wie – zaatakować czy się ukryć. Napisać, w krótkiej recenzji, o czym jest Wołanie z Połonin to zadanie niewykonalne. Zbyt dużo tutaj przeżyć i emocji. Pozostaje po prostu przeczytać i zrozumieć, kim są bieszczadzcy goprowcy, jak przygotowują się do akcji, jaki jest ich schemat działania, co myślą, kiedy wyruszają na ratunek i co zastają, gdy dotrą do celu.

Kończył się Wielki Piątek, szły święta, nie dla każdego radosne. Wieść o śmierci dziewczyny poszła w eter. Wielu ludzi znowu musiało sobie uświadomić, że z górami się nie żartuje.

Książka to prawdziwy zbiór bohaterskich dokonań. Znajdziecie w niej bardzo ciekawe, często mrożące krew w żyłach historie, udokumentowane na zdjęciach, zaznaczone na mapach i opisane w Księdze wypraw. Całość dopełnią inne dodatki takie jak rubryka Zasłyszane w górach, fragmenty treści, jakie ukazały się na stronie WOŚP, kopie badań poszkodowanych i statystyki grupy bieszczadzkiej. Wołanie z połonin składa się z 56 różnych opowiadań, których bohaterami są między innymi Remigiusz Opacki, Stanisław Włodyka, Andrzej Czech czy Dorota Czarska i wielu innych.

Gdybym miała wybrać kilka najbardziej lubianych przeze mnie rozdziałów to byłyby to: Poszukiwania w Polańczyku, Prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie…, Pierwsza skuteczna akcja Rabego. Nie zdradzę Wam jednak o czym są, bo pozbawiłabym Was przyjemności z czytania.

Podoba mi się, że historie zostały opisane w lekkim, łatwo przyswajalnym stylu, a zawarte w nich informacje nie przytłaczają czytelnika. Mamy tutaj zarówno straszne, jak i zabawne fragmenty, a całość czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. A to wszystko dzięki dobremu stylowi okraszonemu specjalistycznym żargonem goprowców, fragmentom ich rozmów podczas akcji oraz ciekawymi przemyśleniami.

Po spotkaniu z ratownikami oboje turyści starali się trzymać fason, choć Ani przychodziło to z wielkim trudem. Tadeusz, jeszcze kłapiąc zębami z wyziębienia, zapytany Co żeście właściwie robili przez całą noc? Odpowiedział dziarsko: To ty nie wiesz, co można robić z dziewczyną całą noc?

Ta książka uświadomiła mi jak bardzo niedoceniona jest służba goprowców. Ruszają oni z narażeniem własnego życia, aby ratować innych ludzi, którzy z powodu choroby, wypadku, braku przygotowania, bezmyślności czy złej pogody znaleźli się w niebezpieczeństwie. Ich jedyną wartościową zapłatą nie są odznaczenia czy pieśni pochwalne, a zwyczajna, ludzka wdzięczność.

Nie ważne czy odwiedziliście już Bieszczady czy to dopiero przed wami. Wołanie z Połonin uświadomi wam jak niebezpieczny, a zarazem uwodzicielski jest ten kawałek naszego kraju, a jednocześnie przybliży wam sylwetki ludzi, których życiowa postawa na pewno warta jest uwagi i naśladowania. To na pewno książka inna niż wszystkie, a o wyjątkowość w dzisiejszych czasach ciężko. Pozycja o czymś. Polecam!

Włączcie utwory zespołu Tołhaje i… czytajcie.

4.5/5

Recenzowała: Sylwia Czekańska

Za egzemplarz dziękuję:
Wydawnictwu Ruthenus

INFORMACJE:
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Ruthenus
Liczba stron: 272
Kategoria: relacja

Print Friendly

2 przemyślenia na temat “O czym szumią bieszczadzkie drzewa – „Drugie wołanie z Połonin” pod redakcją Edwarda Marszałka”

  1. ~Ruda pisze:

    Skoro polecasz to się skuszę chociaż na fragmenty ;) ! A tymczasem posłucham piosenki o bieszczadzkich aniołach i pozwolę sobie na tęsknotę za tym wspaniałym miejscem ;)

  2. Tak świetnie opisałaś tę książkę, że mam ochotę błagać o pożyczenie!:) w Bieszczady pojechałabym sobie:)

Odpowiedz na „~Aga ( wiedźma)Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Twitter
  • Facebook